Jaką kosiarkę kupić na działkę 30 arów

W bloku trawnik kosiła spółdzielnia. Tutaj mamy około dwunastu arów trawy do koszenia, stary sad z kretowiskami i łąkę z pokrzywą na końcu działki. Przez trzy tygodnie porównywaliśmy kosiarki akumulatorowe, spalinowe i traktorki, a w końcu kupiliśmy coś, czego się nie spodziewaliśmy.
W praktyce
- Czas pracy
- koszenie ok. 2 godziny co 7-10 dni
- Koszt
- 2500-3500 zł za dwie maszyny (2026)
- Trudność
- łatwe
W połowie maja trawa w sadzie sięgała mi do kolan. W kwietniu jeszcze było za mokro, żeby wjechać czymkolwiek na glinę, potem przyszło kilka ciepłych dni z deszczem i trawa ruszyła tak, jakby ktoś ją pompował. Pożyczona od sąsiada kosiarka z koszem dała radę na trawniku przy domu, ale w sadzie zapchała się po trzech metrach. Karol stał nad nią z grabiami w ręku i powiedział, że pora na zakupy.
W mieście nie mieliśmy nawet sekatora. Wybór kosiarki był naszym pierwszym poważnym zakupem do ogrodu i zrobiliśmy to, co zwykle: zeszyt, tabelka, trzy tygodnie czytania i oglądania. Piszę, co braliśmy pod uwagę, bo pytań o kosiarki dostajemy od znajomych najwięcej.
Najpierw policzyć, co trzeba kosić
Działka ma około trzydziestu arów, ale koszenia jest mniej. Dom, obórka, szopa, podwórko i warzywnik zajmują swoje. Zostaje trawnik przy domu, mniej więcej cztery ary, równy. Do tego sad z pięcioma jabłoniami, gruszą i śliwą, jakieś osiem arów, nierówny po kretach, z korzeniami przy pniach. Na końcu łąka z pokrzywą, którą kosimy dwa, trzy razy w roku.
To ważne, bo różne części działki potrzebują różnego sprzętu. Kosiarka na równy trawnik nie musi być tą samą, która pójdzie między drzewami po kretowiskach, a łąki z wysoką trawą nie skosi żadna zwykła kosiarka.
Akumulatorowa, spalinowa czy traktorek
Akumulatorowa była naszym pierwszym wyborem. Cicha, lekka, bez benzyny i bez szarpania za linkę. Policzyliśmy jednak, że jeden akumulator w kosiarce średniej wielkości wystarcza zwykle na kilka arów przy suchej, niewysokiej trawie. Przy gęstej, mokrej trawie w sadzie mniej. Na dwanaście arów potrzebowalibyśmy dwóch albo trzech akumulatorów i szybkiej ładowarki, a to podnosi cenę do poziomu dobrej spalinowej. Na mały, równy trawnik to dobry wybór. Na nasz sad nie.
Traktorek wyglądał kusząco, bo Karol od razu zobaczył się na nim w słomkowym kapeluszu. W sadzie traktorek nie zmieści się między niektórymi drzewami, a na kretowiskach podcina darń. Trzeba go też gdzieś trzymać pod dachem, a obórka to już warsztat. Ceny nowych zaczynają się od kilku tysięcy złotych i szybko rosną. Przy kilkudziesięciu arach równego trawnika to ma sens. U nas byłaby to maszyna do jeżdżenia w kółko.
Spalinowa z napędem wygrała. Napęd na koła znaczy, że nie trzeba jej pchać, tylko prowadzić, co na nierównym terenie i pod górkę przy sadzie robi ogromną różnicę. Szeroki stalowy korpus, koła z większą średnicą z tyłu, regulacja wysokości koszenia. Silnik trzeba serwisować: olej, świeca, filtr powietrza, ostrzenie noża raz w sezonie. Hałas jest, sąsiedzi kosili tak od zawsze.

Na co patrzyliśmy w sklepie
Szerokość koszenia około 46-51 cm. Szersza kosi szybciej, ale trudniej nią manewrować między drzewami. Wybraliśmy środek.
Kosz albo mulczowanie. Kosz zbiera trawę, którą wysypujemy na kompost i pod pomidory jako ściółkę. Mulczowanie tnie trawę drobno i zostawia ją na trawniku jako nawóz. Nasza kosiarka ma obie funkcje, latem mulczujemy, wiosną i jesienią zbieramy.
Wysokość koszenia. Na nierównym terenie kosimy wysoko, żeby nóż nie zahaczał o kretowiska. Regulacja jedną dźwignią, a nie przy każdym kole osobno, oszczędza czas.
Serwis w okolicy. Zapytaliśmy w miasteczku, kto naprawia kosiarki i ile się czeka. Okazało się, że jest jeden warsztat, który zna większość popularnych silników. To przesądziło, że nie kupiliśmy najtańszej maszyny z internetu, do której nikt w okolicy nie ma części.
Waga i składanie rączki. Kosiarka stoi w szopie, a do szopy prowadzą wąskie drzwi. Złożona rączka mieści się bez wyjmowania grabi.
Co kupiliśmy i za ile
Spalinową kosiarkę z napędem, nową, w widełkach 1800-2500 zł w 2026 roku za taką klasę maszyny. Do tego używaną podkaszarkę spalinową z żyłką i nożem, od sąsiada z drugiego końca wsi, który przesiadł się na nowszą. Zapłaciliśmy kilkaset złotych. Podkaszarką Karol kosi łąkę, rowy, trawę wokół pni i przy płocie.
Do tego kanister na benzynę, olej do silnika, okulary ochronne, nauszniki i porządne buty. Przy podkaszarce okulary to nie ozdoba, kamyk spod żyłki leci szybko.
Mimka nie znosi kosiarki. Przy pierwszym uruchomieniu wybiegła z ogrodu przez dziurę w płocie i wróciła po dwóch godzinach, obrażona. Teraz, kiedy tylko Karol idzie do szopy, ona idzie do domu. Zanim zaczniemy kosić, zawsze sprawdzamy, gdzie jest, i przechodzimy trawę w sadzie, bo w wysokiej trawie śpią czasem jeże i ropuchy.
Kosimy co tydzień, w maju i czerwcu czasem częściej. Trawnik przy domu zajmuje pół godziny, sad z podkaszaniem przy drzewach półtorej. Grządki, o których pisałam przy kwietniowym siewie, dostają skoszoną trawę jako ściółkę, więc nic się nie marnuje.
Łąka zostaje łąką
Na końcu działki nie kosimy co tydzień i nie zamierzamy. Łąka z pokrzywą, szczawiem i koniczyną to miejsce dla motyli, trzmieli i jeży, a dla nas mniej roboty. Kosimy ją podkaszarką dwa albo trzy razy w roku: pod koniec czerwca, kiedy trawa przekwitnie, potem w sierpniu i ewentualnie we wrześniu. Pokoszoną trawę zostawiamy na dzień, żeby owady zdążyły się wynieść, potem zgrabiamy na kompost.
Wzdłuż płotu i między jabłoniami zostawiamy pasy wyższej trawy. Sąsiad zza płotu na początku patrzył na to z niedowierzaniem, bo u niego trawa jest krótka od płotu do płotu. Po miesiącu przyznał, że u nas jest więcej motyli.
Przy koszeniu na glinie jedno ważne spostrzeżenie: po deszczu nie kosimy. Mokra trawa oblepia nóż i zapycha kosz, a koła kosiarki na miękkiej ziemi zostawiają koleiny, które potem twardnieją. Czekamy dzień albo dwa, aż trawa i ziemia przeschną.
Benzynę do kosiarki kupujemy w małym kanistrze i zużywamy w ciągu miesiąca. Stara benzyna w zbiorniku potrafi zrobić z rozruchu codzienną gimnastykę. Na zimę zbiornik opróżnimy do końca.
Gdybyśmy zaczynali jeszcze raz
- Wcześniej zapytalibyśmy sąsiadów, czym koszą. Pół wsi ma kosiarki z tej samej klasy co nasza i nikt nie żałuje.
- Pierwszy raz skosilibyśmy sad podkaszarką, a dopiero potem kosiarką. Wysoka trawa zapycha każdą kosiarkę.
- Kupilibyśmy od razu drugi nóż na zapas. Na kretowiskach i kamieniach w sadzie tępi się szybciej niż na trawniku.
- Kretowiska rozgrabialibyśmy przed koszeniem. Ziemia na nożu to pierwsza przyczyna zapychania.




