Przeskocz do czytania
Menu

Dom

Jak pozbyć się much z domu na wsi

28 czerwca 2026 5 minut czytania Ilona i Karol

Moskitiera w starym drewnianym oknie, za nią letni ogród

Pod koniec czerwca muchy w kuchni przestały być pojedynczym gościem. Za płotem pasą się krowy, a nasz dom ma okna skrzynkowe, do których nie pasuje żadna gotowa moskitiera. Spisaliśmy, co pomogło.

W praktyce

Czas pracy
dwa wieczory na moskitiery
Koszt
ok. 250 zł bez usuwania os (2026)
Trudność
łatwe

Ostatni tydzień czerwca zaczął się od tego, że Karol przy śniadaniu policzył muchy na suficie w kuchni. Doszedł do dwudziestu trzech i przestał, bo jedna wpadła mu do kawy. Mimka siedziała na parapecie z ogonem owiniętym wokół łap i śledziła wzrokiem każdą, która usiadła na szybie. Raz na jakiś czas uderzała łapą w okno, mucha odlatywała, a Mimka patrzyła na nas, jakby to była nasza wina.

W mieście mucha w domu była wydarzeniem. Tutaj, z krowami na pastwisku po drugiej stronie drogi i oborą sąsiada sto metrów dalej, muchy są częścią lata. Nie da się ich wyeliminować, da się ograniczyć to, ile z nich wejdzie do środka. Zajęło nam to dwa tygodnie i kilka podejść.

Skąd ich tyle

Na wsi muchy mają gdzie się rozmnażać. Obornik, gnojówka, ściółka z obory, kompost, resztki jedzenia w śmietniku, odchody zwierząt. W cieple ich cykl jest krótki, więc od czerwca do września liczba rośnie z tygodnia na tydzień. Sąsiad zza płotu, który przez całe życie miał krowy, skwitował nasze pytanie jednym zdaniem: „Jak jest bydło, są muchy”.

Do domu wchodzą tam, gdzie mogą. U nas to przede wszystkim otwarte drzwi z sieni na podwórko, które latem stoją otworem pół dnia, i okna. Dwa okna plastikowe mają moskitiery od poprzednich właścicieli. Pięć drewnianych skrzynkowych nie miało nic, a otwieraliśmy je szeroko, bo w starym domu w ciepłe dni jest duszno.

Przyciągają je zapachy. Okazało się, że nasz kosz na odpadki kuchenne, trzymany w sieni do wyniesienia na kompost, był największym magnesem w całym domu.

Moskitiery na okna, do których nic nie pasuje

Gotowe moskitiery w ramkach mają standardowe wymiary. Nasze okna skrzynkowe z 1912 roku standardu nie znają. Każde jest trochę inne, a do tego mają dwa skrzydła, wewnętrzne i zewnętrzne, otwierane osobno.

Najprostsze rozwiązanie, jakie znaleźliśmy, to siatka na rzep. Kupiliśmy rolkę siatki z włókna szklanego i taśmę rzepową samoprzylepną. Rzep przykleja się do ramy okna od strony pokoju, siatkę przycina z zapasem i przykleja na drugą część rzepa. Zewnętrzne skrzydło otwiera się normalnie, wewnętrzne zostaje otwarte, a siatka zamyka cały otwór. Wszystkie pięć okien Karol zrobił w dwa wieczory, za mniej niż 150 zł.

Dwie rzeczy, które trzeba wiedzieć. Taśma samoprzylepna źle trzyma się starej, łuszczącej się farby. W dwóch oknach Karol musiał najpierw przeszlifować kawałek ramy i odtłuścić go, a w jednym i tak przybił taśmę małymi gwoździkami tapicerskimi. I siatkę trzeba przycinać na sucho, w spokoju, bo przy przeciągu zwija się jak żywa.

Na drzwi z sieni powiesiliśmy kurtynę z pasków, ciężką, która sama opada po przejściu. Kosztowała około 100 zł. Mimka przez pierwsze dwa dni traktowała ją jak wroga, trzeciego dnia nauczyła się przechodzić przez nią bokiem, z godnością.

Krowy na pastwisku za wiejskim płotem
Krowy na pastwisku za wiejskim płotem

Śmieci, kompost i miska z wodą

Ta część pomogła prawie tak samo jak siatki. Odpadki kuchenne wynosimy teraz na kompost codziennie wieczorem, a nie raz na dwa dni. Kosz w sieni dostał pokrywę, która się domyka. Pojemnik na odpady zmieszane stoi w cieniu, z dala od drzwi, i myjemy go wodą po każdym wywozie. Kompostownik na razie jest pryzmą za szopą, ale świeże resztki od razu przykrywamy warstwą trawy albo ziemi. Odkryte przyciągają muchy z całej okolicy.

W kuchni nic nie stoi na wierzchu. Owoce w misce pod ściereczką, chleb w chlebaku, talerze po obiedzie od razu w zlewie z wodą. Miska Mimki też jest problemem, bo karma mokra po pół godzinie w cieple to pole startowe dla much. Mimka dostaje teraz mniejsze porcje, a resztki zabieramy od razu.

Muchy przyciąga też ciepło i światło. Wieczorem, kiedy w kuchni pali się lampa, a okna są otwarte, wlatuje do środka wszystko, co lata w ogrodzie, także ćmy i komary. Nauczyliśmy się zamykać okna przed zapaleniem światła albo otwierać tylko te z siatką. W sypialni od strony sadu w ogóle nie otwieramy okna po zmroku bez siatki, bo jedna noc z komarem nad uchem wystarczy na cały tydzień złego humoru.

Lepy na muchy powiesiliśmy w dwóch miejscach: w sieni i przy oknie w spiżarni. Nie wyglądają ładnie, ale działają, nie pachną i nie trzeba nic rozpylać w kuchni. Pilnujemy, żeby wisiały wysoko, poza zasięgiem kota. Mimka zawsze ma ochotę sprawdzić, co tam dynda.

Osy pod dachówką

W połowie czerwca zauważyliśmy, że przy szczycie dachu, od strony sadu, osy wlatują pod dachówkę w jednym miejscu. Wieczorem Karol wszedł na strych z latarką i zobaczył gniazdo wielkości pięści, przyczepione do łaty. Sami go nie ruszaliśmy.

Straż pożarna przy osach przyjeżdża zwykle wtedy, gdy jest bezpośrednie zagrożenie, na przykład gniazdo przy wejściu do szkoły albo ktoś uczulony w domu. Przy gnieździe na strychu, do którego nikt nie chodzi, częściej słyszy się radę, żeby wezwać firmę zajmującą się takimi zabiegami. Tak zrobiliśmy. Pan przyjechał wieczorem, kiedy osy były w gnieździe, zrobił swoje w kwadrans i kazał nie wchodzić na strych przez dwa dni. Kosztowało to kilkaset złotych, w widełkach, jakie podawali też inni z okolicy.

Ja pracuję w aptece i wiem, ile osób przychodzi latem po użądleniu. Jedno użądlenie u zdrowej osoby to zwykle ból, obrzęk i swędzenie przez dzień czy dwa. Pomaga zimny okład. Duszność, obrzęk twarzy lub gardła, zawroty głowy po użądleniu to sygnał, żeby od razu dzwonić pod 112. Więcej o tym, co mamy w domowej apteczce, napiszę w osobnym wpisie.

Gniazdo wzięło się stamtąd, gdzie brakowało dachówki, czego nie zauważyliśmy przy wiosennym obchodzie domu. Pisałam o nim w maju we wpisie co sprawdzić w starym domu po pierwszej zimie. Lornetka nie widzi wszystkiego. Szczelinę Karol zakrył siatką od środka strychu.

Gdybyśmy zaczynali jeszcze raz

  • Siatki na okna założylibyśmy w maju, zanim zrobi się ciepło i muchy wejdą do środka. Wypędzenie ich później trwa dłużej niż samo zakładanie siatek.
  • Kompost od początku zrobilibyśmy dalej od domu, przynajmniej kilkanaście metrów od drzwi i okien.
  • Strych obejrzelibyśmy z latarką na początku czerwca, kiedy gniazdo os jest jeszcze małe.
  • Kupilibyśmy od razu pokrywę na kosz na odpadki, a nie po tygodniu z muchami w sieni.

Pisze Ilona i Karol. Ilona jest farmaceutką, Karol przez czternaście lat prowadził tramwaje w Elblągu, a dziś obsługuje gminną stację uzdatniania wody. Od 2025 roku mieszkają w ceglanym domu z 1912 roku na Powiślu. Pisze Ilona, Karol mierzy, wierci i prowadzi zeszyt prac z kosztami. Z nimi bura kotka Mimka.